wtorek, 11 marca 2014

#3 Berlin



Jakby to ująć w jednym zdaniu... Berlin to miasto dla ludzi. Nie, nie da się powiedzieć jednego zdania, bo tyle słów ciśnie się na usta. Miasto to, zachwyciło nas od pierwszego podjazdu szybkiej kolejki. Trzeba przyznać, że komunikacja tam nie sprawia człowiekowi żadnych problemów, co więcej ułatwia dotarcie wszędzie, o każdej porze i na czas. Co 2-3 minuty jeżdżą kolejne środki, czy to metro, kolejka, czy autobus, a stacja przystankowa wygląda, jak nasz mały dworzec.




Z ulic tryska porządek, wykończenie, po prostu niemiecka precyzja, a zniszczenia po wojnie, widoczne na historycznych tabliczkach, zostały odbudowane na glanc. Ze zniszczeń pozostałych, to widoczny był gdzieniegdzie  mur berliński, który miał duże zainteresowanie.



Podczas tego całego wyjazdu chciałyśmy nie tylko pozwiedzać zabytki, ale też wtopić sie trochę w to miasto. Odwiedziłyśmy targi staroci, targi artystyczne, posiedziałyśmy w parku Sophie-Charlotte wygrzewając się na słońcu. 





Na targu artystycznym były piękne rzeczy, głównie obrazy, małe obrazki z fotografiami, ręcznie robione mydła, do różnych typów cery, skórzane torebki, chusty i wiele innych rzeczy. Wszystko to w pobliżu Berliner Dom, na ulicy Unter den Linden.

Nie obyło się oczywiście bez strony kulinarnej naszej wycieczki. Co do tej kwestii jesteśmy z dziewczynami bardzo kompatybilne i zadbałyśmy, żeby przybliżyć nie tylko oczom, ale i kubkom smakowym trochę tego regionu.
Około południa zahaczyłyśmy o kawiarnię w muzeum historycznym, gdzie zaraz po wejściu w oczy rzuciła się długa gablota pełna ciast, a raczej tortów, robiących majestatyczne wrażenie. Od razu zapytałam się, czy mają w ofercie mleko sojowe do kawy. Tak, jak pytałam z ciekawości w różnych miejscach. Oczywiście, że było. Wybrałyśmy na próbę czekoladowy tort z brandy i waniliowy z owocami leśnymi.



Bardzo dobrze rozwinięte jest street food, czyli uliczne jedzenie, a najbardziej currywurst, tutejszy przysmak, czyli kiełbaska w sosie pomidorowym, posypana curry z frytkami. To wiemy, bo próbowałyśmy i powiem Wam, że jak nie jem, w ogóle takich rzeczy na co dzień, to było to po prostu genialnie pyszne. Proste, w przejściu, budka z pomysłem, miłą obsługą, z resztą jak wszędzie. Mówiłyśmy raczej po angielsku, więc pytali zawsze skąd jesteśmy, ogólnie ludzie tam wykazują zainteresowanie i sprawiają, że czujesz się mile widziany.









Co stwierdziłyśmy, najlepsze w Berlinie jest to, że w jakąkolwiek stronę tego miasta się udasz, wszędzie czujesz się jak w centrum miasta. W polskich miastach jest to, że większość ludzkiej aktywności skupia się przy rynku, czy przy jednej ulicy. Tutaj jeździłyśmy w różne zakątki, wszędzie było dużo ludzi, dużo ciekawych knajpek, pięknych witryn, czystych zadbanych budynków i znanych sklepowych marek. Jednak nie ma co porównywać, po prostu bogactwo kraju rzuca się w oczy.






Miłym akcentem była również włoska restauracja Vapiano, przy Placu Poczdamskim. Klimat wewnątrz był niezapomniany. Przyszłyśmy wieczorem, zachęcone wczorajszym widokiem, gdzie do środka parły tłumy ludzi, radosnych, gawędzących i totalnie rozluźnionych. W ofercie były głównie, nieziemsko wyglądające makarony i cieniutkie pizze, gotowe w parę minut, czyli jak we Włoszech. Siadłyśmy sobie przy blacie zwróconym do szyby, gdzie można było oglądać uliczny ruch i ludzi. Przy każdym siedzisku, ustawione były skrzyneczki ze smakowymi oliwami, młynki z przyprawami i doniczka świeżych ziół, do obrywania, to mnie najbardziej zachwyciło. W jednym z korytarzy na górze, znajdowały się szeregi półeczek, w których ustawione były dziesiątki doniczek, z bazylią, rozmarynem i kolendrą, mieli chyba swoją małą hodowlę i stąd te doniczki na stołach. Był to widok spektakularny :)) Siedziałyśmy tam jakieś 3 godziny i tym miłym akcentem uhonorowałyśmy naszą wędrówkę, po tym przyjaznym mieście. Nie spodziewałam się takich wrażeń i każdemu mogę polecić zwiedzenie tego miasta, choćby, żeby z bliska zobaczyć, jakie możliwości są w innych krajach.










10 komentarzy:

  1. Ależ musiało być fajnie ;) Lubię takie małe wycieczki, a w Berlinie nigdy nie byłam ;) Chętnie się tam wybiorę, gdy nadarzy się okazja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było super, polecam Ci, nam się właśnie idealnie nadarzyła okazja :)

      Usuń
  2. Byłam w Berlinie dwa lata temu, z sentymentem wspominam tę podróż :-) I fakt, atutem miasta jest świetna komunikacja. To także miasto, które idealnie łączy nowoczesność z historią/tradycją. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te ciasta na zdjęciu wyglądają apetycznie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. nominowałam Cię do Liebster Award :) więcej na http://samazlodycz.blogspot.com/2014/03/nagroda-liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  5. O, aż wstyd się przyznać ale w stolicy naszych zachodnich sąsiadów jeszcze nie byłam ;)
    Fajna relacja, uwielbiam oglądać zdjęcia z podróży. Kiełbaski rzeczywiście wyglądają apetycznie- też tak mam, że na co dzień odżywiam się zdrowo, ale jak już gdzieś jadę to lokalnej kuchni muszę spróbować choćby to były tłuściutkie langosze, lody czy frytki :D

    OdpowiedzUsuń
  6. byłam w Berlinie w ten weekend (nawet jedną tę samą kawiarnię zaliczyłyśmy koło katedry :)) - zakochałam się totalnie, wspaniałe miasto:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zbieg okoliczności, może nawet się natknęłyśmy gdzieś w przechodzie i nie wiemy :P Też tak uważam :D

      Usuń
  7. oooo zobaczyłam znajomą twarz na zdjęciach. ale ten świat mały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o proszę, właśnie ostatnio coraz częściej się o tym przekonuję ;)

      Usuń

Jeśli jesteś anonimowym użytkownikiem, to miło mi będzie, gdy podpiszesz się imieniem. Wystarczy wybrać opcję - komentarz jako: "Nazwa/Adres URL" i wpisz swoje imię/pseudonim. Dla mnie to przyjemniej niż anonim ;)